Two days ago President Putin submitted to the State Duma a bill banning sacred texts (Bible, Quran, Tanakh and Kangyur) and excerpts from them from being recognized as extremist materials in Russia. It is a clear response to the recent conflict between the Head of the Chechen Republic, Ramzan Kadyrov and a court in Yuzhno-Sakhalinsk, which ruled that Islamic book labeled "Supplication (Dua) to God: Its Meaning and Place in Islam" was extremist literature and by this mean illegal in Russia. The decision provoked Kadyrov's harsh reaction - he named a judge and a prosecutor who made it "shaitans" and threatened on Instagram to punish them, even if he will have to break the law.
Kadyrov's response was widely interpreted in Russia as a death threat, which means it cannot be ignored. As a result Russia’s prosecutor general’s office stepped in and criticized Chechen leader for his words. Eventually Kadyrov responded by filling an appeal to a higher regional court in Sakhalin demanding to recognize judges' decision as unconstitutional.
What's most interesting it was a rare situation when Kadyrov's protest (however not threats) found understanding among Russian Orthodox Church officials, journalists and even human rights experts. Current extremism laws in Russia are widely criticized for being used to suppress political opposition, independent media and religious minorities. But what showed the "Supplication to God" case extremism laws may also serve as trigger for serious religious conflicts in hands of overeager state officials. Russia is gripped by nationalistic fervor on the one hand and engaged in Syrian conflict against Sunni opposition, while having 10 percent predominantly Sunni Muslim, non-Slavic minority, on the other hand. What can go wrong, if courts still call parts of sacred texts (especially when concentrating only on Quran) extremist and illegal, is obvious.
That's why Putin had to intervene. By submitting a bill protecting main religious texts from extremist laws he crushes in the bud the potentially powerful source of future conflicts. He also sends a message to official religious hierarchies: stay calm, your businesses will be secured.
This story has other aspect. It is the next case showing Kadyrov's significance in securing Putin's rule. He is not only his loyal bodyguard, but also an insider - somebody who understand the Russian Muslim world and serve as a trustworthy alarm box. Time will prove how good he is at both roles.
Links:
http://www.vedomosti.ru/politics/news/2015/10/14/612861-v-gosdumu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 października 2015
środa, 2 września 2015
Kaukaski sen o kalifacie
Ten rok dla islamskiego podziemia na Kaukazie jest historycznym. Spełniły się najmroczniejsze wizje zwolenników Emiratu Kaukaskiego - organizacja, w skutek działań rosyjskich struktur siłowych oraz wojny domowej w Syrii, w zasadzie przestała istnieć. Czyżby nadchodził koniec zbrojnego podziemia na Kaukazie?
Jeszcze parę lat temu analitycy zajmujący się Kaukazem Północnym zwykli wskazywać zimę jako porę roku w trakcie, której islamskim bojownikom najtrudniej było utrzymać się przy życiu. W lato szanse mniej więcej się wyrównywały. Korzystając z naturalnej osłony dawanej przez kwitnącą przyrodę kaukascy mudżahedini od Kabardo-Bałkarii po Dagestan odstrzeliwali funkcjonariuszy państwa rosyjskiego. Jednak od jakiegoś czasu ta tendencja nie tyle się odwróciła, co zniknęła. Kaukaz stał się terenem łowieckim z jedną zwierzyną: "świętymi wojownikami". A łowy szczególnie udane okazały się wiosną i latem tego roku. Najpierw w kwietniu w Dagestanie zginął w obławie Ali-Aschab Kebekow, następca Doku Umarowa w roli emira Emiratu Kaukaskiego. Po nim stery rządów przejął duchowy lider organizacji Magomed Sulejmanow. "Panował" zaledwie przez 75 dni, by wkrótce wraz z towarzyszami - w tym najważniejszymi dowódcami w Dagestanie - zostać zabitym w operacji specjalnej rosyjskich sił federalnych.
Militarna klęska Emiratu Kaukaskiego poszła w parze z kadrową katastrofą. Cios w plecy kaukaskim ideologom zadało Państwo Islamskie. Nagle się okazało, że religijna młodzież z regionu woli uczestniczyć w "pięciogwiazdkowym dżihadzie" w Syrii, aniżeli w rodzimych górach, gdzie zamiast chwały, porządnej broni i niewolnic seksualnych czeka ich tylko bieda i śmierć. Do podobnych wniosków zresztą doszli nie tylko młodzi. Do Syrii "ewakuowali się" już niektórzy muzułmańscy duchowni, w tym powszechnie szanowany salaficki mułła Nadir Abu Chalid Medetow z Dagestanu oraz imam meczetu w Adygejsku, Jusuf Szeudżen. Wcześniej dżihad na Kaukazie porzucił znany czeczeński dowódca Tarhan Gazijew, podobne słuchy krążą również wokół ostatniego z weteranów obydwu wojen czeczeńskich - Asłambeka Wadałowa. Ponadto część partyzantów, którzy z jakiegoś powodu z kaukaskich gór zdecydowali się nie uciekać, chwycili się brzytwy i zadeklarowali swoją wierność Państwu Islamskiemu, zdradzając tym samym Emirat Kaukaski. Prym w tej grupie wiodą Asłan Biutukajew i Rustam Asilderow. Pierwszy był przybocznym Doku Umarowa znanym głównie z tego, że specjalizował się w szkoleniu zamachowców-samobójców. Natomiast Asilderow do przysięgi Abu Bakr al-Bagdadiemu pełnił rolę emira Dagestanu. Na stronę Państwa Islamskiego przeszły więc nietuzinkowe postacie.
Skąd ta nagła popularność Państwa Islamskiego wśród byłych zwolenników Emiratu Kaukaskiego? Czyżby odegrał tutaj rolę wyłącznie czynnik praktyczny - nadzieja niedobitków na uzyskanie jakiegokolwiek wsparcia ze strony Państwa Islamskiego? Czy tym sposobem partyzanci liczą, że uda im się zatrzymać odpływ ochotników z Kaukazu a także środków finansowych na wojnę na Bliskim Wschodzie? Niewątpliwie. To nie zmienia jednak faktu, że Emirat Kaukaski od samego początku boryka się z problemem braku wiarygodności.
Emirat Kaukaskie ewoluował z Czeczeńskiej Republiki Iczkerii. Dopiero w 2007 r. Doku Umarow pod wpływem nacisków bojowników z innych republik zrezygnował z idei walki narodowowyzwoleńczej na rzecz ustanowienia państwa wyznaniowego. To skażenie ideą narodową od początku kładła się cieniem na projekcie emiratu. Do tej pory słyszy się echa sporów na ile zmiana celów walki była podyktowana rzeczywistymi przekonaniami ówczesnego dowództwa partyzantów a na ile stanowiła konsekwencję niemożliwości pokonania Rosji i przezwyciężenia sukcesów polityki realizowanej w Czeczenii przez prorosyjski klan Kadyrowów?
Inne wątpliwości rodzi kwestia legitymizacji Emiratu Kaukaskiego z perspektywy historii. Państwo Islamskie odwołuje się do dziedzictwa kalifów prawowiernych i chociaż jest to przekaz ideologicznie zniekształcony, pozostaje on zrozumiały i w miarę spójny dla odbiorców (dodatkowo część dzisiejszego Dagestanu została w VII w. podbita przez Kalifat Umajjadów). W przypadku Emiratu Kaukaskiego nigdy nie udało się znaleźć w pełni wiarygodnej referencji. Najczęściej przywoływany przykład - dziewiętnastowieczne Państwo Szamila - jest dosyć kłopotliwy z dwóch przyczyn. Imam Szamil wywodził się z bractwa sufickiego nakszbandija, którego stronnicy zaliczają się dzisiaj na Kaukazie do sojuszników rosyjskich władz aktywnie zwalczających zwolenników salafizmu na polu ideologicznym, a nawet militarnym (sufim jest m.in. Ramzan Kadyrow). Niewygodnym pozostaje też fakt oddania się imama Szamila w niewolę Rosjanom, co kłóci się z ideą "zwycięstwo albo śmierć" propagowaną przez kaukaskich dżihadystów.
Wreszcie, jeśli traktować Emirat Kaukaski w kategoriach antykolonialnych, organizacja musi się mierzyć w regionie z konkurencją w postaci czeczeńskiej republiki pod wodzą Ramzana Kadyrowa. Czeczenia, chociaż formalnie zależna od Rosji, w praktyce realizuje dzisiaj niezależny od Kremla program budowania tożsamości w oparciu o hasła religijne oraz narodowe w ramach de facto niepodległego państwa. Atrakcyjność modelu proponowanego przez Kadyrowa, rządy silnej, ale "naszej" ręki, jest dostrzegana nie tylko w Czeczenii, ale również w pozostałych republikach kaukaskich (zwłaszcza w Dagestanie). Na tym tle projekt Emiratu Kaukaskiego o bliżej niesprecyzowanej strukturze, borykający się z poważnymi, ideologicznymi trudnościami, a wreszcie nieskuteczny na polu militarnym w konfrontacji z państwem rosyjskim, nie może zyskać ponad marginalnej popularności w regionie.
Tym co od lat utrzymywało Emirat Kaukaski przy życiu była polityka władz rosyjskich w regionie. Korupcja, nepotyzm, bezrobocie, samowola i bezkarność struktur siłowych, zamknięte drogi awansu społecznego, brak wolności politycznej, prześladowania na tle religijnym - te czynniki nie zniknęły. To oznacza, że islamska partyzantka wciąż, chociażby symbolicznie, będzie obecna w regionie. Bardziej jest jednak prawdopodobne, że wobec sukcesów Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie, prym w zbrojnym oporze w regionie przejmą zwolennicy tej organizacji. Wydaje się więc, że Emirat Kaukaski czeka dalsza marginalizacja poprzez osłabienie lub nawet utratę militarnego skrzydła (podobnie jak to było ze partyzantami walczącymi o niepodległą Czeczenię po 2007 r.) albo zlanie się obydwu idei (Emirat Kaukaski jako prowincja Państwa Islamskiego).
Ostatecznie trudno stwierdzić na ile przemiany w islamskim podziemiu odbiją się na dynamice wydarzeń w regionie. Żaden z dowódców, który przeszedł na stronę Państwa Islamskiego, nie przeprowadził od tego czasu głośnej akcji zbrojnej. Organizacja, mimo że w kwestii potencjału bojowego niewiele się na Kaukazie zmieniło, ma coś do udowodnienia. Przemoc zatem z regionu nie zniknie. Tym bardziej, że Rosja wybrała najgorszą z dróg walki z terroryzmem. Zamiast spróbować rozwiązywać rzeczywiste problemy mieszkańców Kaukazu jej głównym narzędziem wciąż pozostaje terror państwowy.
Jeszcze parę lat temu analitycy zajmujący się Kaukazem Północnym zwykli wskazywać zimę jako porę roku w trakcie, której islamskim bojownikom najtrudniej było utrzymać się przy życiu. W lato szanse mniej więcej się wyrównywały. Korzystając z naturalnej osłony dawanej przez kwitnącą przyrodę kaukascy mudżahedini od Kabardo-Bałkarii po Dagestan odstrzeliwali funkcjonariuszy państwa rosyjskiego. Jednak od jakiegoś czasu ta tendencja nie tyle się odwróciła, co zniknęła. Kaukaz stał się terenem łowieckim z jedną zwierzyną: "świętymi wojownikami". A łowy szczególnie udane okazały się wiosną i latem tego roku. Najpierw w kwietniu w Dagestanie zginął w obławie Ali-Aschab Kebekow, następca Doku Umarowa w roli emira Emiratu Kaukaskiego. Po nim stery rządów przejął duchowy lider organizacji Magomed Sulejmanow. "Panował" zaledwie przez 75 dni, by wkrótce wraz z towarzyszami - w tym najważniejszymi dowódcami w Dagestanie - zostać zabitym w operacji specjalnej rosyjskich sił federalnych.
Militarna klęska Emiratu Kaukaskiego poszła w parze z kadrową katastrofą. Cios w plecy kaukaskim ideologom zadało Państwo Islamskie. Nagle się okazało, że religijna młodzież z regionu woli uczestniczyć w "pięciogwiazdkowym dżihadzie" w Syrii, aniżeli w rodzimych górach, gdzie zamiast chwały, porządnej broni i niewolnic seksualnych czeka ich tylko bieda i śmierć. Do podobnych wniosków zresztą doszli nie tylko młodzi. Do Syrii "ewakuowali się" już niektórzy muzułmańscy duchowni, w tym powszechnie szanowany salaficki mułła Nadir Abu Chalid Medetow z Dagestanu oraz imam meczetu w Adygejsku, Jusuf Szeudżen. Wcześniej dżihad na Kaukazie porzucił znany czeczeński dowódca Tarhan Gazijew, podobne słuchy krążą również wokół ostatniego z weteranów obydwu wojen czeczeńskich - Asłambeka Wadałowa. Ponadto część partyzantów, którzy z jakiegoś powodu z kaukaskich gór zdecydowali się nie uciekać, chwycili się brzytwy i zadeklarowali swoją wierność Państwu Islamskiemu, zdradzając tym samym Emirat Kaukaski. Prym w tej grupie wiodą Asłan Biutukajew i Rustam Asilderow. Pierwszy był przybocznym Doku Umarowa znanym głównie z tego, że specjalizował się w szkoleniu zamachowców-samobójców. Natomiast Asilderow do przysięgi Abu Bakr al-Bagdadiemu pełnił rolę emira Dagestanu. Na stronę Państwa Islamskiego przeszły więc nietuzinkowe postacie.
Skąd ta nagła popularność Państwa Islamskiego wśród byłych zwolenników Emiratu Kaukaskiego? Czyżby odegrał tutaj rolę wyłącznie czynnik praktyczny - nadzieja niedobitków na uzyskanie jakiegokolwiek wsparcia ze strony Państwa Islamskiego? Czy tym sposobem partyzanci liczą, że uda im się zatrzymać odpływ ochotników z Kaukazu a także środków finansowych na wojnę na Bliskim Wschodzie? Niewątpliwie. To nie zmienia jednak faktu, że Emirat Kaukaski od samego początku boryka się z problemem braku wiarygodności.
Emirat Kaukaskie ewoluował z Czeczeńskiej Republiki Iczkerii. Dopiero w 2007 r. Doku Umarow pod wpływem nacisków bojowników z innych republik zrezygnował z idei walki narodowowyzwoleńczej na rzecz ustanowienia państwa wyznaniowego. To skażenie ideą narodową od początku kładła się cieniem na projekcie emiratu. Do tej pory słyszy się echa sporów na ile zmiana celów walki była podyktowana rzeczywistymi przekonaniami ówczesnego dowództwa partyzantów a na ile stanowiła konsekwencję niemożliwości pokonania Rosji i przezwyciężenia sukcesów polityki realizowanej w Czeczenii przez prorosyjski klan Kadyrowów?
Inne wątpliwości rodzi kwestia legitymizacji Emiratu Kaukaskiego z perspektywy historii. Państwo Islamskie odwołuje się do dziedzictwa kalifów prawowiernych i chociaż jest to przekaz ideologicznie zniekształcony, pozostaje on zrozumiały i w miarę spójny dla odbiorców (dodatkowo część dzisiejszego Dagestanu została w VII w. podbita przez Kalifat Umajjadów). W przypadku Emiratu Kaukaskiego nigdy nie udało się znaleźć w pełni wiarygodnej referencji. Najczęściej przywoływany przykład - dziewiętnastowieczne Państwo Szamila - jest dosyć kłopotliwy z dwóch przyczyn. Imam Szamil wywodził się z bractwa sufickiego nakszbandija, którego stronnicy zaliczają się dzisiaj na Kaukazie do sojuszników rosyjskich władz aktywnie zwalczających zwolenników salafizmu na polu ideologicznym, a nawet militarnym (sufim jest m.in. Ramzan Kadyrow). Niewygodnym pozostaje też fakt oddania się imama Szamila w niewolę Rosjanom, co kłóci się z ideą "zwycięstwo albo śmierć" propagowaną przez kaukaskich dżihadystów.
Wreszcie, jeśli traktować Emirat Kaukaski w kategoriach antykolonialnych, organizacja musi się mierzyć w regionie z konkurencją w postaci czeczeńskiej republiki pod wodzą Ramzana Kadyrowa. Czeczenia, chociaż formalnie zależna od Rosji, w praktyce realizuje dzisiaj niezależny od Kremla program budowania tożsamości w oparciu o hasła religijne oraz narodowe w ramach de facto niepodległego państwa. Atrakcyjność modelu proponowanego przez Kadyrowa, rządy silnej, ale "naszej" ręki, jest dostrzegana nie tylko w Czeczenii, ale również w pozostałych republikach kaukaskich (zwłaszcza w Dagestanie). Na tym tle projekt Emiratu Kaukaskiego o bliżej niesprecyzowanej strukturze, borykający się z poważnymi, ideologicznymi trudnościami, a wreszcie nieskuteczny na polu militarnym w konfrontacji z państwem rosyjskim, nie może zyskać ponad marginalnej popularności w regionie.
Tym co od lat utrzymywało Emirat Kaukaski przy życiu była polityka władz rosyjskich w regionie. Korupcja, nepotyzm, bezrobocie, samowola i bezkarność struktur siłowych, zamknięte drogi awansu społecznego, brak wolności politycznej, prześladowania na tle religijnym - te czynniki nie zniknęły. To oznacza, że islamska partyzantka wciąż, chociażby symbolicznie, będzie obecna w regionie. Bardziej jest jednak prawdopodobne, że wobec sukcesów Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie, prym w zbrojnym oporze w regionie przejmą zwolennicy tej organizacji. Wydaje się więc, że Emirat Kaukaski czeka dalsza marginalizacja poprzez osłabienie lub nawet utratę militarnego skrzydła (podobnie jak to było ze partyzantami walczącymi o niepodległą Czeczenię po 2007 r.) albo zlanie się obydwu idei (Emirat Kaukaski jako prowincja Państwa Islamskiego).
Ostatecznie trudno stwierdzić na ile przemiany w islamskim podziemiu odbiją się na dynamice wydarzeń w regionie. Żaden z dowódców, który przeszedł na stronę Państwa Islamskiego, nie przeprowadził od tego czasu głośnej akcji zbrojnej. Organizacja, mimo że w kwestii potencjału bojowego niewiele się na Kaukazie zmieniło, ma coś do udowodnienia. Przemoc zatem z regionu nie zniknie. Tym bardziej, że Rosja wybrała najgorszą z dróg walki z terroryzmem. Zamiast spróbować rozwiązywać rzeczywiste problemy mieszkańców Kaukazu jej głównym narzędziem wciąż pozostaje terror państwowy.
poniedziałek, 29 września 2014
Znalezione w sieci
Trafiłem ostatnio na dwa ciekawe filmiki z Rosji. Pierwszy mówi sporo o autorytecie jaką cieszy się rosyjska władza wśród rosyjskich muzułmanów. Przy okazji przypomina o kwestii, która z racji sytuacji na Ukrainie zeszła na dalszy plan: muzułmańskiej mniejszości w Rosji.
Rosja ma problem z muzułmanami. Nie tylko z powodu tlącej na Kaukazie Północnym partyzantki. Większym kłopotem dla niej mogą być muzułmanie mieszkający w dużych miastach takich jak Moskwa. Właśnie oni mogą stać jednym z głównych ośrodków sprzeciwu wobec władz na Kremlu. Powodów ku temu jest wiele: praktykujący muzułmanie często należą do grup społecznych i etnicznych dyskryminowanych w Rosji (np. emigranci z Azji Centralnej i Kaukazu), niemal pewne jest, że wśród nich zachodzą te same procesy co wśród wyznawców islamu zamieszkujących inne części świata: ich przebudzeniu religijnemu często towarzyszy radykalizacja postaw społecznych (to temat na dłuższy esej, także tutaj nie będę się zagłębiał w szczegóły), jest to grupa nie popierająca polityki zagranicznej Putina (patrz Syria) ani nie specjalnie go kochająca. Jeśli do tego dodamy fakt, iż islam w Rosji stał się dla wielu nie tylko religią, ale też ideologią ponadnarodową (na filmie, gdzie ramię w ramię stoją ze sobą osoby z Kaukazu, Azji Centralnej a nawet Rosjanie-konwertyci) to rosyjska władza może mieć powód do rozmyślań.
W przypadku drugiego filmu, a właściwie klipu muzycznego, dotyczącego Ukrainy niewiele trzeba dodawać. Z tekstu piosenki dowiemy się jakie terytoria Rosja uznaje na dzień dzisiejszy za swoją strefę wpływów, odmawiając przy okazji zamieszkującej je ludności prawa do posiadania odmiennej opinii w tej kwestii. Przy okazji w klipie występuje w kuriozalnej i wyraźnie niezręcznej dla niego roli XX XX - kto obejrzy do końca ten zobaczy.
Rosja ma problem z muzułmanami. Nie tylko z powodu tlącej na Kaukazie Północnym partyzantki. Większym kłopotem dla niej mogą być muzułmanie mieszkający w dużych miastach takich jak Moskwa. Właśnie oni mogą stać jednym z głównych ośrodków sprzeciwu wobec władz na Kremlu. Powodów ku temu jest wiele: praktykujący muzułmanie często należą do grup społecznych i etnicznych dyskryminowanych w Rosji (np. emigranci z Azji Centralnej i Kaukazu), niemal pewne jest, że wśród nich zachodzą te same procesy co wśród wyznawców islamu zamieszkujących inne części świata: ich przebudzeniu religijnemu często towarzyszy radykalizacja postaw społecznych (to temat na dłuższy esej, także tutaj nie będę się zagłębiał w szczegóły), jest to grupa nie popierająca polityki zagranicznej Putina (patrz Syria) ani nie specjalnie go kochająca. Jeśli do tego dodamy fakt, iż islam w Rosji stał się dla wielu nie tylko religią, ale też ideologią ponadnarodową (na filmie, gdzie ramię w ramię stoją ze sobą osoby z Kaukazu, Azji Centralnej a nawet Rosjanie-konwertyci) to rosyjska władza może mieć powód do rozmyślań.
W przypadku drugiego filmu, a właściwie klipu muzycznego, dotyczącego Ukrainy niewiele trzeba dodawać. Z tekstu piosenki dowiemy się jakie terytoria Rosja uznaje na dzień dzisiejszy za swoją strefę wpływów, odmawiając przy okazji zamieszkującej je ludności prawa do posiadania odmiennej opinii w tej kwestii. Przy okazji w klipie występuje w kuriozalnej i wyraźnie niezręcznej dla niego roli XX XX - kto obejrzy do końca ten zobaczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)